niedziela, 7 lipca 2013

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Co oni sobie wyobrażają ?! Że od tak dam sobą manipulować ?! Po moim trupie. Wybiegając z domu nie wiedziałam gdzie mam się skierować. Byłam pewna, że wybiegną za mną, bo wiedziałam na ich temat bardzo wiele i pewnie martwili się, że coś komuś wygadam. Jednak powinni wiedzieć, że jestem osobą, która trzyma język za zębami. Biegnąc przez krótką chwilę przez cały czas słyszałam jak krzyczą moje imię. Nagle zauważyłam nie wielki śmietnik. Fuj ! Ale to było ostateczne rozwiązanie, dłużej już przed nimi nie mogłam uciekać. Wbiegłam tam szybko i ukucnęłam, na pewno nie było mnie widać, bo byłam ubrana na czarno i była już późna godzina. Schowała twarz w bluzie, aby nie czuć tego odoru. Cały czas wmawiałam sobie, że to tylko chwila, że wytrzymam. Nagle usłyszałam kroki i krótką rozmowę:
- No gdzie ona się kurwa podziała ? – to na pewno powiedział Drake. – Przecież nie rozpłynęła się.
- Może gdzieś się schowała, głupia to ona nie jest. – z jednej strony uśmiechnęłam się na słowa Paul’a, ale zaś z drugiej mogli zacząć mnie szukać właśnie w tym śmietniku.
- A może jest tu, w tym śmietniku ? – zamarłam.
- Ha ha ha, proszę Cię Alex ! Ona ? Na pewno nie, jest zbyt wielką damą, aby wejść do takiego miejsca. – odetchnęłam z ulgą słysząc wypowiedź Drake’a.
Po tym już nic nie słyszałam, siedziałam tam jeszcze przez parę  chwil, aby przypadkiem gdzieś nie natknąć się na chłopaków. W końcu wstałam i wyszłam na zewnątrz, rozejrzałam się wokoło, ale nikogo nie było. Zerknęłam na zegarek, było już koło 24. Kurde, muszę szybko wrócić do domu, bo kolejnego kłamstwa tak szybko nie wymyślę. Skierowałam się w stronę mojego domu, musiałam szybko iść, aby bardziej nie zezłościć rodziców. Przez całą drogę myślałam o tym co się stała parę godzin wcześniej. Naprawdę chciałam zabić inna osobą, dobrze wiedząc, że ktoś w bardzo brutalny sposób zabrał mi moją przyjaciółkę.  Ale mimo to pociągnęłam za spust, może zrobiłam to, bo chciałam udowodnić chłopakom, że nie jestem gorsza od nich, a może to był tylko impuls, bo ten koleś mnie rozzłościł. Nie wiem. Nie będę już o tym myśleć, stało się. Dobrze, że jednak nikogo nie zabiłam, wiem, że nie przeżyłabym tego psychicznie. Może załamałbym się tak jak Paul. Nie wiedziałam, że jego historia jest taka tragiczna, myślałam, że wszyscy od tak się poznali i po prostu stwierdzili, że założenie gangu to szybki sposób na zdobycie pieniędzy. A jednak prawda jest taka, że Ci chłopcy stracili kogoś w swoim życiu, tak samo jak ja. To mi w jakiś sposób pomogło. Wiedziałam, że nie byłam sama, która przeżyła horror w swoim życiu. Dzięki tym rozmyślaniom, czas minął mi szybciej i gdy się zorientowałam byłam już w domu. Po cichu do niego weszłam. Nikt nie stał w przed pokoju tak jak ostatnio, czyli rodzice już spali całkowicie mi ufając. Dobrze, że nie wiedzieli co tak naprawdę robiłam przez ten czas gdy nie było mnie w domu. Po cichu weszłam po schodach i skierowałam się do mojego pokoju. Tam opadłam na łóżko, wtedy dopiero poczułam jak bardzo byłam zmęczona. Gdybym się nie podniosła to pozycji siedzącej to na pewno bym zasnęła w tych ubraniach i makijażu, a nienawidzę tego. Obleśne jest dla mnie zasypiać w ciuchach i z wymalowaną twarzą. Zanim poszłam do łazienki spojrzałam na telefon. 5 nie odebranych połączeń. 1 sms. Numer nieznany. Podejrzewałam kto to, ale oni jednak nie mieli mojego numeru. Zaczęłam się trochę bać. Otworzyłam wiadomość.

Wszystko w porządku Julio ? Nie gniewaj się na Nas, wszyscy przez to przeszliśmy. Każdy z Nas musiał się na jakimś czas odciąć od wszystkich. To nie trwa długo. Nikt nie wie, że do Ciebie pisałem. Spodziewaj się jutro u siebie Drak’a. Paul.

Mam przesrane u Drake’a. Wiem to. Jednak nie dam mu się zdominować, już długo byłam osobą, która dawała sobą pomiatać. To koniec. Zaczynam nowy etap w moim życiu. Będą nową Julią. Spotkam się jutro, a w sumie to już dzisiaj z John’em. Udowodnię przez to chłopakom, że mam własne zdanie i, że potrafię się go trzymać. W końcu poszłam do łazienki, umyłam się i przebrałam w piżamę. Położyłam się na łóżku, przykryłam się kołdrą, zamknęłam oczy. I nic. Nie mogłam zasnąć. To było irytujące, jeszcze kilka chwil wcześniej, prawie zasnęłam na siedząco, a teraz ? To są jakieś totalne kpiny. Usiadłam na łóżku. I co mogę teraz zrobić ? Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że jest tu straszny syf. No fakt, nie sprzątałam tu od paru tygodni, do tej pory nawet nie zauważyłam tego, że mam tu taki bałagan. Wstałam i zaczęłam wszystkie rzeczy zbierać z ziemi, ciuchy rzuciłam do szafy, a inne rzeczy postawiłam na swoim miejscu na komodzie i na biurku, gdzie również panował niezły chaos. Czas na porządki. Wszystkie książki wsadziłam do półki, poprzednio je układając. Przez co w końcu zobaczyłam mojego laptopa, którego nie miałam w ręku od dobrych paru miesięcy. Na fotelu wisiała moja marynarka, której miejsce oczywiście jest w szafie. Gdy wieszałam żakiet, postanowiłam wejść głębiej do garderoby i momentalnie się przeraziłam. Tu był dopiero syf. Ubrania, które najczęściej używałam ładnie wisiały na wieszakach, jednak reszta już nie. Była porozwalana na ziemi. Kiedyś cieszyłam się, że mam tak dużo miejsca na moje ubrania, bo w poprzedniej szafie już się nie mieściły, tak to jest, gdy ma się rodziców, którzy są właścicielami centra handlowego. Klękłam na ziemi i zaczęłam wszystkie ubrania zbierać i układać na jedną stertę, nie było sensu ich wieszać, bo były brudne z kurzu, musiałam dać je do prania. Nagle w moich rękach znalazła się sukienka. Prosta, czerwona sukienka, która nie należała do mnie. Była to sukienka Lili. Pożyczyła mi ją kilka dni przed jej śmiercią na imprezę, na którą udało jej się mnie wyciągnąć. Już nie mogłam jej oddać tej sukienki. Tam myśl zniszczyłam mnie w tym momencie. Łzy napłynęły mi do oczu i zaczęłam strasznie płakać, jednak kontrolowałam się, by nie było to zbyt głośne, bo nie chciałam obudzić rodziców. Położyłam się na ziemi mocno ściskając sukienkę i przytulając ją, jakby była moją przyjaciółką. Tkwiłam tak, w tej pozycji bardzo długo, aż w końcu zasnęłam. W szafie.

*
Czułam jak całe moje ciało jest zastygłe, nie mogłam się w ogóle ruszyć. Nigdy coś takiego mnie nie spotkało. Powoli otworzyłam oczy i od razu wspomnienia wczorajszej nocy uderzyły we mnie jak fala tsunami. Zasnęłam w szafie. Jak jakaś kretynka. Ale bardziej zła na siebie byłam za to, że rozkleiłam się jak małe dziecko widząc jedynie jej sukienkę. A tyle razy obiecywałam sobie, że już tak nie będę robić. Po śmierci Lili oddałam jej rodzicom wszystkie jej rzeczy. Wszystkie. Nawet te co od niej dostałam. Zostawiłam jedynie jedno zdjęcie, które zostało zrobione kilka tygodni przed jej śmiercią. Myślałam, że oprócz tej ramki już nic nie znajdę w moim pokoju z jej rzeczy, myliłam się. Wspomnienia wróciły. Musiałam znowu iść do jej rodziców i oddać ubranie, a ponowne spotkanie jej mamy, która była dla mnie przez tyle lat jak druga matka będzie bardzo trudne, dla mnie jak i na pewno dla niej. Podniosłam się w końcu z podłogi i powędrowałam do łazienki, gdy zobaczyłam swoje odbicie przeraziłam się. Mocno popuchnięte oczy i cały czerwony nos z rozczochranymi włosami i bladą twarzą nie prezentowały mnie w najlepszy sposób. Wskoczyłam szybko pod prysznic, umyłam się szybko i wyszłam w ręczniku do swojego pokoju. Z komody zabrałam bieliznę, a z szafy prosty komplet, jasne rurki i malinową, przewiewną bluzeczkę. Powędrowałam z powrotem do łazienki, ubrałam się i lekko pomalowałam. Włosy spięłam w kucyk. Zerkając na zegar w pokoju, zorientowałam się, że jest już cholernie późno. Spóźnię się na moją randkę. Pięknie. Zbiegłam szybko na dół do kuchni, chwytając jedynie jabłko.
- Kochanie, nareszcie wstałaś. – powiedziała mama z uśmiechem na twarzy wchodząc do kuchni w tym momencie gdy ja już miałam z niej wyjść.
- W końcu musiałam się zwlec z łóżka. – z łóżka, zabawne. – Ale muszę już iść, mamo.
- Gdzie skarbie ? O tej godzinie ? – zapytała zdziwiona.
- Och mamo ! Nie uwierzysz ! Wczoraj, jak byłam z Matt’em na placu poznałam chłopaka. – powiedziałam uradowana.
- Kochanie, to wspaniale. Baw się dobrze. – przytuliła mnie mocno. – No idź już, bo się spóźnisz.
Wyskoczyłam szybko z domu i pobiegłam w stronę tego parku, miałam 5 min żeby tam dojść i nie spóźnić się jak ostatnia ofiara losu. Biegłam dość szybko, gdy już miałam przechodzić przez ulicę i wejść do parku, w którym widziałam postać John’a siedzące na ławce z różą w ręku. Aww, jaki on słodki. Nagle poczułam szarpnięcie i zostałam wciągnięta do jakiegoś auta. Nie jakiegoś ! To kurwa Ferrari Drake’a ! No kurwa nie wierze !
- Co jest ? Jesteś chory psychicznie Drake ?! Mogę Ci załatwić dobrego psychiatrę, to nic złego. Możesz się spokojnie przyznać, że masz jakieś problemy. Chłopcy to na pewno zrozumieją. – wypowiadałam te słowa z tak wyczuwalną ironią i złością, że na pewno można było je zobaczyć.
- No nie wściekaj się. Jedziemy do domu. – powiedział, jak gdyby nigdy nic.
- Nie ! Ja idę się spotkać z John’em. – Chciałam otworzyć drzwi, ale były zamknięte.
- Cholera ! Wypuść mnie. – krzyknęłam.
- Nie.
- Jak to nie ?! Żartujesz sobie ze mnie ?
- Nie.
- Nie mów do mnie monosylabami.
- Dobrze.
- Nosz… - nie wiedziałam co już mam ze sobą zrobić. Chciałam go uderzyć, naprawdę mocno, ale już prowadził auto i mogłoby to zagrozić mojemu życiu.
- Julio. – zaśmiał się. – To już były dwie sylaby.
- Bardzo zabawne, to jednak nie oznacza, że nie jestem zła na Ciebie. Czekaj, ja jestem wściekła !
- Spokojnie, zaraz Ci przejdzie. Ale na pocieszenie mogę Ci powiedzieć, ze znam tego John’a z uczelni i wcale taki fajny nie jest. – uśmiechnął się.
- Ale ja chciałam się sama o tym przekonać. – usiadłam naburmuszona w siedzeniu.
- No niestety już nie będziesz miała możliwości przez najbliższe kilka miesięcy.
- Co ?! Kilka miesięcy ? – nie wierzyłam w to co słyszę.
- To szybko minie, a uwierz, nie będziesz się nudziła w tym czasie.
- Ale ja chce się nie nudzić z John’em a nie z Wami. – zaskomlałam.
- No daj już spokój. Kupię Ci lizaka, jak ma Ci to poprawić humor. – zaśmiał się.
- A może być to lizak o nazwie John ?
- Nie wiem czy takie produkują. – powiedział już z irytacją.
- Ja wiem, gdzie takie są. Jeden siedzi na ławce w parku i CZEKA NA MNIE ! – krzyknęłam ostatnie słowa.
Po chwili już byliśmy w domu, wyszłam naburmuszona z auta i powędrowałam wolnym krokiem w kierunku domu, szurając o ziemie moimi malinowymi balerinkami, które idealnie pasowały do mojej bluzki. Byłam mega zła na cały świat, ale teraz moim celem byli Ci, którzy zmusili mnie do zrezygnowania z mojej jedynej okazji na randkę. Mogłam pomyśleć zanim wyszłam z domu i jechać autem, wtedy Drake tak łatwo by mnie nie zgarnął, przecież Paul mi pisał, że mam się go spodziewać. Jest ze mnie typowa ofiara losu. Weszłam do domu i opadłam na kanapę. Siedziałam tam z założonymi rękami i mroziłam wszystkich wzrokiem.
- No czekam, co macie na swoje usprawiedliwienie ? – zapytałam.
- Ja już nie mogę z nią rozmawiać. – powiedział Drake i wstał. – Każdą rzecz przyrównuje do McHarris’ona.
- John ? – zapytali razem bliźniaki.
- Taa. – odpowiedział Drake i wyszedł z pokoju.
- Naprawdę umówiłaś się z tym kujonem ? – powiedział Alex.
- Ej, nie obrażaj go. – zirytowałam się.
- Ale on jest kujonem, a przy okazji totalnym lalusiem. – dokończył Martin.
- Ja też jestem kujonem. – wkurzyłam się.
- Nie jesteś. Byłaś. – powiedzieli razem.
- Słucham ?
- No, byłaś. Uwierz, nie będziesz od teraz mieć czasu na naukę, nawet na tą domową. Dobrze, że uczy Cię mama Drake’a to uda nam się skrócić Twoje lekcje do minimum. – w końcu odezwał się Paul.
- O, na to, to nie będę narzekać. Pani Morrison jest miła, ale czasami strasznie irytująca.
- Nam to mówisz ? – powiedział z uśmiechem Paul.
- Wpada do nas codziennie, żeby nam posprzątać. Z jednej strony to fajna sprawa, ale przy okazji robi to w nie stałych godzinach i zawsze, ale to zawsze męczy Nas swoją prze irytującą  rozmową. Przez co zabiera nam czas i nie możemy również prowadzić interesów w domu.
- Dlatego dziwie się, że Drake jest taki jaki jest. Nie jest podobny do matki. – zastanowiłam się nad tym przez chwilę.
- Och, jest podobny. Jest również irytujący co ona. – powiedział Paul. Zaśmialiśmy się wszyscy głośno.
- Widzę, że nasza wspólniczka ma już lepszy humorek. – do pokoju wszedł Drake.
- Odrobinę, nadal jestem na Was piekielnie wściekła. Jeszcze się odegram za to. – powiedziałam chytrze. A oni jedynie spojrzeli na mnie podejrzliwie.
- No mniejsza z tym. Przechodzimy do sedna. – powiedział szybko Drake. – Jesteś tu, bo musisz szybko poznać reguły panujące w tym domu.
Przez następne kilka godzin mówili mi co wolno robić w domu, a co nie. Potem przeszli to tego co od teraz będę robić. Najpierw wyjaśnili mi co w ogóle ich gang robi. Mianowicie, głownie zajmują się handlem narkotyków, ale gdy zdarza się okazja handlują różnymi innymi rzeczami, można by wymieniać i wymieniać, jednak najczęściej są to sprzęty RTV. Widać, że mają z tego niezłe zyski, ponieważ nie muszą się z nikim rozliczać, sami sobie organizują towar, nikt nad nimi jest stoi. Jednak nie byłoby to takie złe, gdyby nie zdarzały się takie akcje jak z Raul’em. Ludzie często biorą towar ponad swoje możliwości finansowe, a oni nie mogą dopuścić, aby ktoś za niego nie zapłaci, bo gdyby raz podarowali to zaraz wszyscy by chcieli. Więc zazwyczaj dają jeden dodatkowy termin, ewentualnie dwa, a potem niestety są zmuszeni zabijać. Tym na szczęście nie będę się zajmować, bo to jest rola bliźniaków. Powiedzieli mi, że są do tego przyzwyczajeni, bo borykają się z tym już od wielu lat. Dziwie się im, że jeszcze nie wylądowali w pokoju bez klamek. Naprawdę. Dobra, idziemy dalej. Drake zajmuje się handlem narkotyków, ale to już wiedziałam, to jest jego specjalność i nikt mu nie wchodzi w grupy w drogę. Natomiast Paul robi za włamywacza. Podobno jest rewelacyjny w otwieraniu zamków i takich tam, nie znam się na tym. A ja będę robić od tej pory za informatora. Moim zadaniem będzie zbierać informacje na mieście na temat innych gangów, gdyby któryś chciałby wejść w nasz teren i na temat czy są gdzieś jakieś nowe dostawy sprzętu i narkotyków.  W sumie to nie była taka zła robota, tylko muszę się nauczyć być bardziej komunikatywną osobą. Nie mogę nie wiedzieć co powiedzieć w danym momencie. Muszę być bardzo pewna siebie. A to będzie najtrudniejsze, bo w ogóle nie jestem pewna siebie. Będę musiała zacząć chodzić na siłownie i nauczyć się samoobrony, bo w miejscach do których będę chodzić nie jest zbyt bezpiecznie.
Po skończeniu omawiania moich zadań, stwierdzili, że oprowadzą mnie po domu. Na dole znajdował się salon, kuchnia i mała łazienka. Na piętrze były pokoje. Nie zdawałam sobie sprawy, jak ten dom jest naprawdę duży. Każdy pokój miał swoją łazienkę i średnią garderobę. Łał. Pokoi było pięć. Czyli dom był naprawdę wielkich rozmiarów. Znajdowało się tam również poddasze. Gdy tam weszliśmy zamarłam. Tam mieli swój ‘mini’ magazyn. Było tam wszystko, począwszy od broni, skończywszy na telefonach. Wszystko. Jednak gdyby mi nie powiedzieli, nigdy bym nie wiedziała, że takie miejsce jest w tym domu. Dobrze je zamaskowali. Potem poszłam do swojego pokoju, który znajdował się najdalej. Nie przeszkadzało mi to. Chłopcy kupili mi już łóżko, powiedzieli, że mogli jedynie to zrobić, bo nie wiedzą jeszcze co lubię, a poza tym na pewno sama będę chciała wszystko tam urządzić. Gdy weszłam do pomieszczenia, zdziwiłam się, pokój był średni, ale na środku stało na pewno z trzyosobowe łóżko. Kocham ich. U siebie w domu, mam małe, bo jeszcze nie zdążyłam wymienić, jednak teraz już nie muszę, bo teraz mam tutaj swoje łóżko marzeń. Już nawet w głowie ułożyłam koncepcje jak przemaluje ściany i co gdzie położę. Garderoba była idealnych rozmiarów, nie była tak ogromna jak u rodziców, a to mi bardzo pasowała. Łazienka również sprostała moim oczekiwaniom. Była nie zbyt duża, ale to co najważniejsze się tam znajdowało, prysznic z hydromasażem. O tak ! Już wtedy wiedziałam, że będzie mi na pewno pomagać po ciężkich dniach.
W głowie już układałam plan jak powoli uświadomić rodzicom, że mam nowych znajomych i, ze oni nie są podobni do tych co miałam kiedyś. Oni dobrze wiedzą jaka jestem, że jestem zamkniętą dziewczynką, która boi się nowego świata. Jednak teraz czuje, że to się zmieni i to bardzo szybko. Dzięki chłopakom. Za to im bardzo dziękuje i nigdy nie będę wstanie odwdzięczyć się za to co dla mnie zrobili.  Usiadłam na moim nowym łóżku. Musiałam tu szybko przynieść jakieś rzeczy, a przede wszystkim pościel. Na pewno nie mogę nic wynosić z domu, ale ułatwia mi sprawę to, że mam pieniądze i będę mogła sobie wszystko to co potrzebne kupić. Nagle usłyszałam pukanie.
- Proszę. – powiedziałam, za zza drzwi zobaczyłam Paul’a.
- I jak Ci się podoba Julio ? – zapytał siadając obok mnie na materacu.
- Jest świetnie. – uśmiechnęłam się.
- Cieszę się bardzo. Jednak przyszedłem tu w innej sprawie.
- Och, jakiej ?
- Dobrze zdaje sobie sprawę, że Twoje zadania będą trudne.  Będziemy musieli Cię przeszkolić i pokazać Ci teraz teren w którym będziesz się poruszać. Julio, będziesz bardzo znana przez to i rozpoznawalna. Na pewno sobie z tym poradzisz ? Mam nadzieje, że jak będziesz miała jakiś problem to zawsze możesz przyjść z tym do mnie.
- Paul.. Wiem o tym i bardzo Ci za to dziękuje. I wydaje mi się, że z tym wszystkim poradzę sobie, a na pewno jeśli będę miała wsparcie w Was. A wiem, że będę mieć. Pomożecie mi ze wszystkim.
- To prawda, jesteś dla nas bardzo ważna. Potrzebowaliśmy kogoś takiego, kto będzie sprowadzał dla nas informacje. A niezbędna niestety jest do tego kobieta, ponieważ tylko one potrafią w bardzo subtelny sposób wyciągnąć informacje od innych facetów. A jednak to w czym siedzimy to branża mężczyzn. 
- Tylko, że ja nie potrafię rozmawiać z mężczyznami. – wyznałam szczerze.
- Nauczysz się wszystkiego z czasem. Zaufaj nam, pokażemy co działa na nas tak, że powiemy Ci najdyskretniejszy sekret.
- Dobrze. Dziękuje. – powiedziałam.
- Za co Julio ?
- Za to, ze uratowaliście mnie przed załamaniem psychicznym. Dzięki Wam czuje się o wiele lepiej niż kilka tygodni temu. Dzięki Wam smutek odchodzi. – łzy wzbierały się w moich oczach.
- Kochana, tylko nie płacz mi tu. Musisz być silna. – przytulił mnie bardzo mocno. Muszę przyznać, że pachniał nieziemsko, aż zakręciło mi się w głowie i poczułam dziwne uczucie w podbrzuszu. O nie ! Paul, ma być tylko moim przyjacielem, nic więcej.
- Już dobrze. – szybko odsunęłam się od niego, bo bałam się swojej reakcji na jego dotyk.
- Cieszę się. Ale wracając do interesów. Tak jak mówiłem, będziesz bardzo znana. Czy chcesz może żebyśmy nazywali Cię na mieście jakimś pseudonimem niż używania Twojego prawdziwego imienia.
- Hmm… To brzmi sensownie. Wymyślmy coś. – Uśmiechnęłam się.
- Już się nad tym zastanawiałem i wpadłem na fajny skrót. Dave. Od Twojego nazwiska.
- Paul, ale to brzmi jakbym miała imię faceta. – skrzywiłam się.
- Ha ha ha, no wiem. I o to chodzi. Złapiesz wszystkich na zaskoczenie. Ludzie będą myśleć, że jesteś mężczyzną, a tu wyskoczy im taka laska. – zarumieniłam się na te słowa. – Czy Ty się czerwienisz ?
- Nie nie, wydaje Ci się. – ukrywał twarz w bluzie, aby nie było widać moich czerwonych policzków.
- No nie ważne. Idę do siebie jak coś, Dave. – uśmiechnął się, wstał i wyszedł. A ja opadłam na łóżko.


Dave.
Dave ?
Dave ?!
JULIO !
Nagle wyrwałam się z moich wspomnień. Gdy podniosłam się z łóżka, zauważyłam wszystkich jak stoją w moim pokoju i patrzą na mnie z irytacją.
- Co ?
- Za 10 minut masz spotkanie na mieście z Darius’em. – powiedział Drake.
- Och, już idę. Nie wkurwiajcie się tak. – rzuciłam z irytacją. – Przebiorę się i już wychodzę. Spadajcie.

                Gdy wyszli z mojego pokoju szybko wskoczyłam do szafy, wyciągnęłam skórzane spodnie i czarną bokserkę z dużym dekoltem. Poprawiłam makijaż na mocniejszy, chwyciłam czarną torebkę i zeszłam na dół. Przy wyjściu chwyciłam skórzaną kurtkę, ubrałam czarne lity i skierowałam się do mojego Ferrari. Tak, mam auto Drake, przygarnęłam je sobie. Jak dobrze, że mam nad nimi taką władzę. Wiele się zmieniło przez te dwa lata. Ja się zmieniłam i to diametralnie. 


***
Przepraszam, że rozdział z opóźnieniem. 
Kolejny wtorek/środa.
Dziękuje za komentarze pod wcześniejszym rozdziałem.
Czekam na kolejne opinie. :)

wtorek, 2 lipca 2013

ROZDZIAŁ PIĄTY

Siedziałam tam, na tej wygodnej kanapie i zastanawiałam się dokładnie się dzisiaj wydarzyło. Czy ja naprawdę byłam skłonna do tego, aby kogoś zabić ? Czy naprawdę chciałam to zrobić ? Ktoś zabił moją przyjaciółkę i dobrze wiedziałam jak cenne jest ludzkie życie, a mimo to pociągnęłam za spust pistoletu. Dwa razy. Dobrze, że Paul jest inteligentnym człowiekiem i wcześniej załadował ślepaki do broni, to mi uratowała życie. Zdaje sobie dobrze sprawę, że jestem strasznie uczuciową osobą i nie wytrzymałabym tych wyrzutów sumienia. Jednak teraz chciałam usłyszeć ich historie, bo przecież nie od tak znajduje się w gangu.
- No czekam, mówcie ! – powiedziałam radośnie.
- No już, uspokój się. – powiedziały bliźniaki. – Można powiedzieć, że My byliśmy założycielami tego gangu. – można było usłyszeć dumę poprzez to jak mówili.
- Ej, nie ściemniajcie. Nie Wy byliście założycielami, tylko Wasz ojciec. – powiedział Drake.
- Och, poważnie ? – zapytałam.
- Tak, Nasz ojciec, Robert Night był jednym z najpoważniejszych i najgroźniejszych gangsterów w Nowym Yorku.
- Jak to był ? – zauważyłam smutek na ich twarzach.
- Od 5 lat nie żyje. Został zastrzelony przez wrogi nam gang. Nie myśl sobie, że tak łatwo było go zaskoczyć. Byliśmy razem na meczu, My mieliśmy po 15 lat, a baseball był tym co kochaliśmy najbardziej. Wychodząc już po zakończonej grze jedliśmy popcorn i tata opowiadał nam kawały, był w tym naprawdę świetny. Gdy doszliśmy do auta, nagle otoczyło nas 4 kolesi i tak po prostu bez żadnego słowa wycelowali w Nas, tzn we mnie i Martina swoje pistolety. A tata, aby Nas chronić szybko stanął na linii ognia i oni wtedy strzelili. Wydaje nam się, że oni od początku planowali zabić jego a nie nas, ale nudniejsze było to, aby tylko podejść i strzelić, chcieli zażartować z Naszego ojca. – powiedział Alex.
- O mój Boże. – powiedziałam, ze łzami w oczach.
- Spokojnie, już się z tym pogodziliśmy, tata przygotowywał Nas do tego, że kiedyś może go zabraknąć i wtedy to My przejmiemy ten interes.
- A co Waszą mamą ? – zapytałam, bo o niej się wspomnieli w ogóle.
- Odeszła, gdy dowiedziała się czym zajmuje się tata i zostawiła Nas, twierdząc, że będziemy tacy sami jak on. Dużo się nie pomyliła. – zaśmiał się gorzko Martin.
- To przykre. – powiedziałam cicho.
- No tak, ale już jest okej. Po tych wydarzeniach przejęliśmy gang, to znaczy nie tak od razu, bo byliśmy nie pełnoletni, a tata zastrzegł, że dopiero gdy będzie w pełni praw możemy zająć się tym. Więc przez 3 lata gangiem zarządzał Nasz wujek Josh, teraz również nam czasami pomaga. Teraz może przejdziemy już do kolejnej sprawy. Drake. – zaśmiali się.
- No z czego się śmiejecie ? – zapytał urażony.
- A z niczego kochasiu. – powiedzieli razem.
- Dobra, dobra, przejdźcie już do sedna. – Drake chyba się już poirytował, to był zabawny widok.
- Gdy już trochę się zajmowaliśmy sprawami naszego gangu, był czas, aby znaleźć dobrego dilera. To jest ważna sprawa, bo z tego ma się największe dochody, po prostu, z tego się utrzymujemy. Przez długi czas kontaktowaliśmy się z różnymi osobami, aby pozyskać ‘’statystyki’’ osób dilujących. Tak trafiliśmy na Drake’a. Miał najlepsze wyniki w Naszym obszarze, bo trzeba również wiedzieć o tym, że każdy gang ma swój teren i nie ma możliwości, aby któryś z członków przeciwnej grupy wkroczył na nie swój teren, no chyba, że w bardzo poważnych interesach. No, więc pozyskaliśmy tego o to kolesia – wskazali na Drake’a – dla siebie. Daje dużo korzyści, jednak jest strasznie upierdliwy. Myśli, że pozjadał wszystkie rozumy i, że może mieć każdą.
- Bo mogę. – odezwał się Drake.
- Nie, nie każdą. – powiedziałam. – Mnie mieć nie będziesz. – wszyscy się zaśmiali oprócz Drake’a.
- Zobaczymy. – mruknął.
- No mniejsza z tym, a jak było z Tobą Paul ? – zapytałam.
- Ja nie chce tego opowiadać, niech zrobią to bliźniaki, skoro już zaczęli, mogą i skończyć. – powiedział to bardzo cichym głosem po czym wyszedł z pokoju. Popatrzyłam się pytająco na chłopaków, a Ci tylko wzruszyli ramionami.
- Paul jeszcze nie do końca pogodził się ze swoją przeszłością. Pomagamy mu każdego dnia, aby o tym zapomniał.
- Co dokładnie się stało?
- Gdy poznaliśmy Paula był zagubionym dzieciakiem. Miał zaledwie 17 lat. Nie to żebyśmy my byli jakoś specjalnie starzy i doświadczeni, ale los szczególnie nie oszczędził Paul’a,
- Dobra dość! Nie mówmy o tym. – przerwał im Drake
- Stary, uspokój się. Mieliśmy ją wprowadzić w historie naszej grupy i to też robimy więc łaskawie siedź cicho.- syknął wyraźnie wkurzony Martin.
- Nie chodzi mi o to, żebyście w ogóle nie opowiadali tej historii, tylko może lepiej będzie jak opowiecie ją przy Paul’u. W końcu to dotyczy jego, może będzie chciał coś dodać ?!
- Głuchy jesteś, czy co ? Przecież powiedział, że nie chce o tym mówić i my mamy się tym zająć - odparował Alex
- Dobra. Nieważne, róbcie jak chcecie. - warknął Drake, po czym wyciągnął telefon komórkowy i zaczął się nim bawić kompletnie ignorując bliźniaków i mnie.
Coraz bardziej ciekawiła mnie historia z życia Paula, ale wiedziałam, że nie należy specjalnie naciskać aby powiedzieli mi coś więcej. Po zachowaniu chłopaków łatwo można było stwierdzić, że to było coś strasznego, nie wiem czemu ale miałam przeczucie, że coś złego przytrafiło się bliskiej Paul’owi osobie.
Po chwili bliźniaki ponownie się odezwały.
- Jak już mówiliśmy, zanim nam przerwano - Alex spojrzał wymownie na Drake’a, który tylko wzruszył ramionami na te słowa. - historia Paul’a jest bardziej skomplikowana. Znaleźliśmy go mniej więcej rok temu, w jednej z ciemnych ulic naszego terenu.
- To tak samo jak mnie. – wtrąciłam.
- Wybacz, ale nie masz racji. Z nim było całkiem inaczej- powiedział smutno Martin, następnie Alex kontynuował - Gdy go znaleźliśmy był, jakby to powiedzieć, w strasznym stanie.
- Po prostu  był kompletnie zaćpany. Wcześniej już też go widywaliśmy jak kupował dragi od pośrednich dealerów. Ale wiesz, ćpunów jest wielu, trudno żebyśmy się nimi wszystkimi przejmowali.- To co powiedział wywołało u mnie istny szok. Jak do cholery, mogli przechodzić obok takich ludzi obojętnie, przecież takim ludziom trzeba pomóc, no cóż ale dla niektórych widocznie liczyła się tylko kasa…
- Hej, nie patrz tak na nas. Nie moglibyśmy się przejmować wszystkimi, którzy biorą narkotyki, bo wtedy upadłby biznes i nie chodzi tu już tylko o nas. Moglibyśmy mieć problemu także z innymi gangami, gdybyśmy sprowadzali ich klientów na drogę odwyku.
- Okej, po prostu mówicie dalej co z tym Paul’em.
 - No więc, Paul już wcześniej przykuł naszą uwagę. Był szczególnie wygadany, wiesz w taki inteligentny sposób. Pomimo swojego stanu, potrafił zawsze zabłysnąć inteligentną gadką. Poza tym bił od niego spokój i pewność siebie, ale nie taka chorobliwa, tylko w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Poza tym gdy pewnego razu sprawdzaliśmy teren w trójkę, Drake rozpoznał Paul’a. Okazało się, że byli przyjaciółmi gdy mieli po 6-7 lat
Zauważyłam kątem oka, że wyraz twarzy Drake zaczyna się zmieniać ze złego w zamyślony, nagle przerwał Martinowi:
- Byliśmy jak bracia. Wszystko robiliśmy razem. Nasze rodziny były blisko ze sobą. Mieszkaliśmy naprzeciwko siebie. Pewnego dnia okazało się, że rodzina Paul’a przeprowadza się do Waszyngtonu. Chodziło o to, że biuro jego ojca splajtowało, a dziadkowie mieszkający właśnie w tam mieli własny pensjonat, który dobrze prosperował i tam potrzebowali pomocy. Byliśmy źli, pamiętam, że nawet planowaliśmy ucieczkę – zaśmiał się krótko- tylko nikt się nie przejął dwójką małych chłopców, którym nie pasowała sytuacja. Byliśmy zdeterminowani. Któregoś dnia rano spakowaliśmy swoje ulubione zabawki, jakieś słodycze i poszliśmy na dworzec autobusowy. Wsiedliśmy do autobusu i byliśmy tak maksymalnie z siebie dumni, po kilkunastu minutach wysiedliśmy w nieznanej okolicy, na tabliczkach był napis Brooklyn, ale uwierz, my byliśmy przekonani, że to inny kraj, że uciekliśmy bardzo daleko. Całe szczęście, że Paul miał inteligentną siostrę. Jasmine była od nas 3 lata starsza i na tyle mądra, że zauważyła nas jak coś kombinowaliśmy, wymknęła się z domu i wsiadła za nami do autobusu. Nie mieliśmy o tym pojęcia dopiero do momentu gdy wysiedliśmy, a ona za nami. Wtedy nas uratowała. Jako dwójka małych chłopców pewnie tylko byśmy się pogubili i narobili sobie kłopotów. Oczywiście nasi rodzice dowiedzieli się o tym i z czasem masowo przekonywali nas i pokazywali pozytywne aspekty sytuacji. Obiecywali, że będziemy się nawzajem odwiedzać. Wtedy im wierzyliśmy, ale czas to zweryfikował. Poza tym jak to dzieci, poznaliśmy nowych kolegów i szybko zapomnieliśmy o tym co było. Przez lata nie mieliśmy ze sobą kontaktu, aż do tego dnia gdy razem z bliźniakami znalazłem Paula w tej ślepej uliczce. To co się z nim stało. Nie wiem jakim cudem w tym zrujnowanym przez narkotyki chłopaku, zauważyłem swojego dawnego przyjaciela, ale tak się stało. Wtedy postanowiłem złamać niepisaną zasadę naszego gangu i pomóc mu. Przekonałem do tego Martin’a i Alex’a. Nie było łatwo, ale jak się okazało nie są ludźmi bez serca- powiedział, po czym uśmiechnął się smutno do bliźniaków.
Coś w wyrazie jego twarzy sprawiło, że było mi go żal. Być może nie powinno, bo w tej sytuacji to nie on był ofiarą tylko Paul, ale mimo wszystko, to jaki smutny był i jak wydawało mi się, że w widziałam jak jego oczy się zaszkliły sprawiło, że stopniał jego wizerunek pewnego siebie dupka, a pozostał wrażliwy chłopiec.
Alex zauważył, że Drake już nic więcej nie powie, więc widocznie to on postanowił kontynuować opowieść.
- Nie było łatwo, ale udało nam się zabrać stamtąd Paul’a. Co dziwne, nie miał on problemu z narkotykami. To znaczy miał, ale nie tak jak każdy. Nigdy nie spotkaliśmy się z takim zachowaniem. Ludzie, którzy są na odwyku, rzadko potrafią definitywnie skończyć z ćpaniem, zwykle to ono kończy z nimi, niszcząc wszystko.  Jednak w Paul’u było i nadal jest coś wyjątkowego. Pomimo całego syfu w jego życiu potrafił się zmobilizować i je przystosować do działania w gangu. W pewnym sensie to mu pomogło, nadało nowy sens. Tak właśnie dołączył do nas ostatni członek. Cóż, teraz już chyba wiesz wszystko.
- Chwila, ale jak to się stało, że Paul zaczął brać narkotyki?
- To bardzo…
- Wystarczy! Tego nie musisz wiedzieć. W niczym Ci to nie pomoże – tak to Drake. Nawet bez mówienia tego wiadomo, że zawsze za tak nagłe wybuchy to on jest odpowiedzialny.
- Wiem, że to nie moja sprawa, ale…
- Nie! Powiedziałem, że już wystarczy. To nie Twoja sprawa, nie wnosi nic do tego co musisz wiedzieć – mówił coraz głośniej.
- Drake uspokój się – Alex próbował mówić spokojnie.
- Do cholery, przestań mi w końcu mówić co mam robić!
- Ej! Posłuchaj, wiemy,  że to dla Ciebie trudny temat, ale nie musisz się wyżywać na Julii.
- Po prostu nie powinnyśmy o tym mówić, nie teraz – westchnął zrezygnowany.
- Czemu nie? Jeśli nie dzisiaj to kiedy. Po prostu załatwmy to od razu, a nie będziemy musieli do tego wracać – na dźwięk głosu Paul’a wszyscy spojrzeliśmy w kierunku drzwi prowadzących, jak sądzę, na taras.
- Paul nie musisz…- powiedziałam cicho. W końcu nie jestem ślepa, widzę, że mają problem z tym tematem. Skoro jest to dla nich takie ciężkie to nie musze wiedzieć, przynajmniej nie teraz.
- Ale chce.- uśmiechnął się słabo- Chodzi o to, że…
- Człowieku daj spokój, wrócimy do tego innym razem – wtrącił Drake.
Jednak Paul nie dał mu nic więcej powiedzieć, a jego późniejsza historia całkowicie mną wstrząsnęła.
- Zacząłem ćpać z powodu mojej siostry. Jasmine zawsze była przy mnie. Jak to rodzeństwo, często się kłóciliśmy i dokuczaliśmy sobie wzajemnie, ale również mocno się kochaliśmy. Dlatego jej strata tak bardzo bolała – odetchnął głęboko i mówił dalej- Gdy mieszkaliśmy jeszcze w Waszyngtonie, ja miałem 15 lat, Jasmine 18, w czasie badań kontrolnych okazało się, że coś jest nie tak. Wysłali ją na dodatkowe badania, od jednego szpitala specjalistycznego, do drugiego. W końcu ustalili, że to białaczka. Wtedy zauważyłem zmiany w wyglądzie mojej siostry. Bladość, podkrążone oczy, to jak bardzo mocno schudła. Próbowaliśmy ją ratować, rodzice jeździli z nią do kolejnych szpitali i specjalistów, ale to nic nie dało. Okazało się, że czas ucieka, a nie ma żadnego lekarstwa, żadnej pomocy. Jasmine była zmęczona, podjęła decyzje o zakończeniu leczenia. Według niej i tak czekała ją tylko śmierć, a im szybciej by przyszła tym mniej cierpienia i bólu. Za to postawiła sobie nowy cel, zrobiła listę rzeczy które chciała wykonać i sukcesywnie ją spełniała, gdy wykonała ostatnie stwierdziła, że to już wystarczy, że teraz może spokojnie odejść. Pamiętam ten dzień jakby był wczoraj. Wieczorem jak zwykle pożegnała się z nami i poszła do siebie, żeby przygotować się do snu. Pamiętam jeszcze, że zaglądałem do niej w środku nocy, z jakiegoś powodu nie mogłem spać, a chciałem sprawdzić czy wszystko z nią w porządku. Wydawała się spokojna, w ciemnym pokoju wyglądała tak delikatnie więc zamknąłem drzwi najciszej jak potrafiłem, żeby jej nie obudzić i poszedłem do siebie. Rano obudził mnie krzyk mamy, szybko wybiegłem z pokoju i od razu zauważyłem że razem z tatą są w pokoju Jasmine. Mama płakała, tata tylko obejmował ją pocieszająco ramieniem. Wiedziałem co się stało, ale nie mogłem się ruszyć, stałem jak sparaliżowany. Popatrzyłem na swoją siostrę, wyglądała dokładnie tak samo jak w nocy gdy do niej zaglądałem, tylko jej prawa ręka delikatnie opadała z łóżka. Wyglądała tak jakby spała, szkoda, że nigdy już się nie obudziła. To było straszne, nie mogłem się otrząsnąć z tego. Stałem tam i patrzyłem się na nią. Mijały godziny, a ja dalej stałem w tym samym miejscu. Jej już nie było, a ja dalej tkwiłem w tym samym miejscu. Nie mogłem się ruszyć, wykonać żadnego ruchu. Nie wiem ile tam stałem, ale na pewno bardzo długo, bo nogi zaczynały mi się w pewnym momencie uginać. Upadłem. Fizycznie i psychicznie. Pierwszy raz w swoim życiu popadłem w taka rozpacz. Leżałem tam i płakałem. Nie wiem czy można to nazwać płaczem, ja wyłem. Wydaje mi się, że przeleżałem tam kilka godzin, a prawda była taka, że spędziłam tam cały dzień. Przez tą całą sytuację strasznie zmizerniałem. Nie mogłem nic przełknąć, jedyne co potrzebowałem to duża przestrzeń i cisza. Rodzice już nie wiedzieli co robić, bo codziennie wieczorem uciekałem z domu i szedłem do pobliskiego baru, aby się upijać. Miałem fałszywy dowód jak każdy nastolatek, więc kupno alkoholu nie było problemem. Rodzina zauważając co się ze mną dzieje postanowiła się ponownie przeprowadzić, jednak, że nie przewidzieli, że w Nowym Yorku będzie jeszcze gorzej. Tu odnalazłem inny sposób, aby zapomnieć. Narkotyki. W tym mieście łatwo zdobyć towar, wystarczy mieć pieniądze i udać się do ciemnej strony miast i gotowe. Nic nadzwyczajnego, trzeba trochę ruszyć głową i wszystko się załatwi. Ćpałem każdego dnia, to mi dawało ulgę, której od dawna nie czułem. Zapominałem, a to było najważniejsze. Dlatego jestem w stanie zrozumieć Ciebie Julio. – powiedział czule.
- Och, możemy podać sobie rękę. – uśmiechnęłam się do niego.
- To prawda. – powiedział już weselej, ale kontynuował dalej. – Gdy chłopacy mnie znaleźli od razu poczułem, że są moim wybawienie. Mimo to, że należeli do gangu, wiedziałem, że są dobrzy i nie zrobią mi krzywdy. A gdy już zdałem sobie sprawę, że wśród nich jest mój stary przyjaciel to nie mogło być już lepiej. Jednak wtedy najgorsze było przede mną. Zdawałem sobie sprawę, że gdy przestanę brać wszystko do mnie wróci. Rzeczywistość była najgorsza. Ale dałem radę i dalej daję. Chociaż nie jest łatwo, ponieważ to czym się zajmujemy nie ułatwia sprawy. Każdego dnia widzę te osoby na skraju głodu, a one przypominają mi siebie samego. W sumie z jednej strony to daje mi siłę, aby dalej z tym walczyć. Ale wiem, że gdzieś tam jest moja Jasmine, która czuwa nade mną i wspiera. I mogę szczerze powiedzieć, że tak samo jest z Tobą, Julio. Twoja przyjaciółka cały czas jest przy Tobie. Jest w Twoim sercu i na zawsze tam pozostanie, mimo to, że ciałem przy Tobie jej nie ma.
- To bardzo pomaga, jak ktoś przeżył coś podobnego do mnie i wie co czuję. Już wiem z kim będę mogła o tym porozmawiać. – uśmiechnęłam się szeroko do Paul’a. Dobrze, że będę tu miała osobę, która przeżyła coś podobnego do mnie i która będzie mi mogła jakoś przebrnąć przez to przez co przechodzę.
- Zawszę Ci pomogę. Jeśli będziesz miała jakiś problem wal do mnie śmiało, nawet o każdej godzinie.
- Będę pamiętać. A teraz może mi powiecie co mam robić ? – zapytałam.
- No teraz skoro należysz do naszego gangu to musisz się tu przenieść. My wszyscy teoretycznie jesteśmy zapisani na studia i pojawiamy się tam od czasu do czasu, aby rodzicie się nie zorientowali co jest grane. Zamieszkaliśmy razem pod pretekstem, że chcemy się usamodzielnić. – powiedział Alex.
- A najlepsze, że wszyscy nam uwierzyli. – dokończył Martin.
- Ale ja tak nie mogę zrobić, został mi jeszcze rok liceum i nie jestem jeszcze pełnoletnia. I już wiem, że rodzice tak szybko mnie z domu nie wypuszczą.
- No to na razie musisz mieszkać w domu, a o resztę będziemy martwić się później. – powiedział Drake.
- Dobrze, ale będę tu miała własny pokój, tak ? – zapytałam z nadzieją.
- Mamy jeszcze jeden wolny, patrz jak Ci się udało. – powiedział z entuzjazmem Paul.
- Cieszę się, ale teraz muszę już iść, bo jutro mam randkę. Odwiezie mnie któryś z Was ?
- Pewnie, ja to zrobię. – odezwał się Paul.
- Czekaj, czekaj ! – krzyknął Drake. – Jaka randka ? Nie ma żadnych randek, dopóki nie nauczysz się trzymać języka za zębami. Czeka Cię dużo nauki zanim pozwolimy Ci się z kimkolwiek spotykać, tak samo masz się odciąć od rodziców, oczywiście w miarę możliwości.
- Żartujesz prawda ? – zapytałam, nie wierząc w to co właśnie powiedział, miałam okazję iść pierwszy raz w życiu na randkę, a on mi odbiera taką możliwość.
- Nie żartuje Julio. Każdy z nas to przeszedł. Taki rytuał. – uśmiechnął się lekko.

- Nie, nie, nie. Tak nie może być. – wstałam i po prostu wybiegłam z tego domu. Nie dam im zniszczyć szansy na odzyskanie nowego życia. 


***
Komentarze pod poprzednim rozdziałem były dla mnie jak 
napęd do pisania, mimo, że było ich nie wiele. 
Czekam na kolejne opinie. :)

piątek, 28 czerwca 2013

ROZDZIAŁ CZWARTY

W co ja się do cholery wpakowałam. Ja to zawsze mam pecha, nie sądziłam, że Drake może być aż tak podły i wymyślić coś tak okropnego i niebezpiecznego. Czy on naprawdę chce, abym odebrała komuś życie ?
- Co masz dokładnie na myśli ? – powiedziałam cichym głosem.
- Julio, masz zabić dla nas chłopaka, który nie wywiązał się z interesów. – powiedział to tak lekko, jakby to nie było nic poważnego. Kurwa !
- Yyy, nie masz nic innego dla mnie, nie mogę mieć jakiegoś wyboru czy coś ? – zapytałam z nadzieją.
- Chcesz należeć do naszej grupy czy nie ?
- Chce – odpowiedziałam bez chwili zawahania.
- Więc to będzie najlepszy sprawdzian dla Ciebie, ponieważ tym się właśnie zajmujemy.
- No dobrze, zrobię to. – nagle wypłynęło to zdanie z moich ust. Nie spodziewałam się, że będę wstanie o tym pomyśleć, a co dopiero powiedzieć to na głos. Było widać, że Drake’a też to zaskoczyło, tak samo jak mnie.
- Zrobisz to ? – zapytał, nie do końca pewny czy mówię prawdę.
- Tak Drake, zrobię to.
- Och, chyba bardzo zależy Ci na tym, aby należeć do naszego gangu. – zaśmiał się. Gang, jak to w ogóle brzmi, tak podniecająco. Co ?! Nie, wcale tak nie myślę. Nie, owszem myślę tak. Nie poznaje już samej siebie.
- Mniejsza z tym, gdzie mam to zrobić ?
- To nie będzie takie proste, że tylko podejdziesz i strzelisz kolesiowi kulkę w głowę. Będziesz z nim musiała najpierw porozmawiać, postraszyć, a dopiero wtedy strzelić. Uwierz, to jest gorsze.
- Och..
- Dalej chcesz to zrobić ?
- Umm.. T-tak. – zająkałam się. Kurwa, dam radę, nie jestem jakimś mięczakiem. Ale zaś, będę musiała odebrać komuś życie, tak cenną rzecz.
- Ok, no to chodźmy.
- Gdzie ?
- No chyba nie myślałaś Julio, że to stanie się tutaj. Nie mam ochoty wylądować z więzieniu do końca życia. – zaśmiał się ponuro.
- Ach, no tak. Rozumiem.
- Jeszcze tylu rzeczy nie wiesz o tym świecie, jesteś taką małą zagubioną dziewczynką, która marzy o wyrwaniu się ze swojego pałacu i zbuntowaniu się rodzicom, aby już nie myśleli, że jesteś słodką dziewczynką. Trafiłem ? – przez chwilę trawiłam jego słowa, postanowiłam w końcu się odezwać.
- Nie, nie trafiłeś. – powiedziałam pewnie, a jego oczy się momentalnie rozszerzyły, ale szybko to ukrył.
- Ściemniasz. – odezwał się szybko.
- Nie Drake, nie żartuje. To nie jest tak jak myślisz. – wkurzyłam się już trochę, nic o mnie nie wie,  a od razu ocenia, pieprzony dupek.
- To jak jest ? – nie wiem czy chce mu to powiedzieć, ale jeśli mu tego nie powiem to wiem, że nie odpuści.
- W jednym mogę Ci przyznać rację, chcę się wyrwać z mojego domu. – powiedziałam, a na jego twarzy pojawił się uśmiech, mówiący sam za siebie, że jednak się nie mylił. – O nie kochaniutki, nie myśl sobie, że masz racje. To nie jest tak, że chce się zbuntować przed rodzicami, oni dobrze wiedzą, że nie ma mnie w domu w tej chwili, ponieważ wychodzę tak już od 2 miesięcy. Wychodzę z domu, aby zapomnieć, a tylko te spacery dawały mi ulgę. Nie pomagały całkowicie, ale było lepiej. Jednak gdy spotkałam Waszą grupę było jeszcze lepiej, nie miałam już koszmarów, mogłam spać spokojnie. To pomogło, aby zapomnieć. – widać było, że chłopak nie wie co powiedzieć, zamurowało go. Sama się sobie dziwie, bo jest on pierwszą osobą, której tak dużo zdradziłam o sobie. Powinien się cieszyć.
- Co się stało ? – popatrzyłam na niego pytająco. Westchnął. – No co się stało, że chcesz zapomnieć i co chcesz zapomnieć ?
- O nie, tego Ci już nie powiem. Za dużo już wiesz.
- No dobrze, chodźmy, bo się spóźnimy.
Szliśmy z jakieś 15 min znowu w nieznanym mi kierunku. Ten chłopak musi dobrze znać te tereny, w sumie nie dziwie się temu, musi znać miejsca w którym pracuje, jeśli można w ogóle nazwać to pracą.
- Brałeś kiedyś, czy tylko handlujesz ? – zapytałam nagle.
- Umm, co ?
- No pytam się, czy brałeś kiedyś narkotyki.
- Aaa, nie. Nie brałem i nie biorę. Jedynie je rozprowadzam.
- A któryś z chłopaków ?
- Coś Ty taka ciekawska ? – nie odpowiedział mi na moje pytanie. Uch, irytuje mnie.
- Bo chce coś o Was wiedzieć, no. To takie trudne do zrozumienia.
- Paul.
- Co Paul ?
- On brał, ale pomogliśmy mu z tego wyjść. To jest gówno, nie warto się w tym zatracać.
Nie mogę uwierzyć, że ten słodki Paul brał narkotyki. Nigdy bym się tego po nim nie spodziewała, już szybciej po Drake’u. A tu takie zaskoczenie.
- Dobrze postąpiliście. – powiedziałam z uznaniem, a chłopak w odpowiedzi jedynie się uśmiechnął.
- Jesteśmy. – rozejrzałam się dookoła. Byliśmy w jakiś ruinach, może to był kiedyś jakiś dom, nie mam pojęcia.
- Dobra i co teraz ? – coraz bardziej się stresowałam.
- Czekamy na chłopaków.
- Naprawdę ? Nie możemy tego załatwić we dwójkę ? – zapytałam.
- Nie, nie możemy.
- Ale dlaczego ?
- Boże, jaka Ty jesteś upierdliwa. Bo jesteśmy gangiem, bo takie sprawy załatwiamy wspólnie.
- To brzmi sensownie.
- No co Ty ciekawego powiesz…
- No już się ze mnie nabijaj, dobrze ? – uśmiechnęłam się.
- Nie, to fajna sprawa. – zaśmiał się głośno i irytująco.
- Och, na co ja w ogóle liczyłam, przecież to jest dupek. – mamrotałam pod nosem.
- Słyszałem Julio.
- No, no.
Wtedy dołączyli do nas bliźniaki, Paul i jeszcze jakiś koleś. Zdałam sobie sprawę, że to będzie moja ofiara. Przecież będę mieć tego chłopca do końca życia na sumieniu. Nie da mi to żyć, no nie żeby teraz mi się jakoś super świetnie żyło, ale wydaje mi się,  że życie z poczuciem winy nie jest najprostsze.
- To jest Raul. – z rozmyślań wyrwał mnie głoś Paul’a.
- Raul, masz może pieniądze, które obiecałeś, że na dzisiaj już dostarczysz ? – zapytał się chłopaka Drake.
- Nie, nie mam. Ale za tydzień już będą, na pewno. – za[ewniał.
- Cały czas ta sama śpiewka. – odezwały się bliźniaki.
- Ale nie tym razem. Oddam Wam. Obiecuje. – odezwał się niepewnie Raul.
- Już nam to wiele razy obiecywałeś i co ? Nic. – powiedział Paul.
- A wiesz co to oznacza ? – Drakę uśmiechnął się chytrze. Zaczął mnie trochę przerażać, ale muszę wziąć się w garść.
- Nie zabijaj mnie. – błagał chłopak.
- Och, ja Cię nie zabije. Ona to zrobi. – wskazał na mnie.
- Cześć. – powiedziałam niepewnie w kierunku Raul’a.
- Co ? Żartujecie sobie ze mnie ?
- Nie. – powiedział surowo najprawdopodobniej Alex.
- Ma mnie zabić laska ? I to jeszcze taka, która wygląda jakby się bała własnego cienia. Nie rozśmieszajcie mnie. – powiedział rozbawiony.
- To Ty nie rozśmieszaj Nas, tylko siadaj. – Martin wskazał krzesło. Przynajmniej będę na równi z nim, to może mi pomóc.
Raul skulony siadł na krześle, a ja dostałam od Drake’a broń. Była cholernie ciężka i strasznie nie poręczna. Ciężko mi się ją trzyma. Zaczęłam ją oglądać dookoła, była tak brutalna ? Tak, to odpowiednie słowo. Zauważyłam, ze każdy się na mnie patrzy.
- Umm, Drake ?
- Tak ?
- Jak mam ją trzymać, jedną czy obiema rękami ? – zapytałam.
- Jak Ci będzie wygodniej. To zależy od Ciebie.
- Co ? – zapytał Raul. – Ona nigdy nie miała broni w ręku ? No bez jaj ! Coś takiego mnie ma zabić..
- Ej, nie przeginaj. – powiedziałam już znacznie poirytowana.
- Bo co mi zrobisz ? Przecież nie strzelisz, za słaba jesteś. – wyśmiał mnie. Wkurwiłam się już na dobre.
- Nie żartuj sobie ze mnie ! Nie wiesz na co mnie stać, kolego. – wykrzyczałam.
- Nie boję się Ciebie.
- A powinieneś. – podeszłam do niego gwałtownie i stanęłam przed jego twarzą z wystawioną bronią naprzeciwko jego czoła. Przez sekundę się zawahałam, ale słowa Raul’a utwierdził mnie w tym, że jest ostatnim chujem mówiąc:
- No strzelaj suko, strzelaj ! – krzyknął, a ja pociągnęłam za spust.
Kurwa, zrobiłam to. Naprawdę to zrobiłam, ale oprócz huku i płaczu nie słyszałam nic. Popatrzyłam w dół na Raul’a, który powinien być martwy, a ten tylko płakał. Dlaczego on żyje ? Strzeliłam jeszcze raz. Nic. Co jest kurwa ? Odwróciłam się zdezorientowaniu do chłopaków. A oni tylko stali i patrzyli się na mnie równie zdezorientowani jak ja.
- O co tu do cholery chodzi ? Czy nie miałam zabić tego kolesia ?
W zamian ostałam tylko ciszę, nic poza tym. Wkurwiało mnie tylko to łkanie tego gościa.
- Och zamknij się Raul ! Przecież żyjesz, czego się mażesz ?
Znowu cisza. Nosz kurwa !
- Może się łaskawie któryś odezwie ?! CO. TO. MIAŁO. BYĆ ?! – wycedziłam wściekła.
- My.. umm.. – zająkał się Paul.
- Co Wy ?
- Strzeliłaś.. – powiedział Drake.
- Tak, strzeliłam. Mówiłam, że podołam zadaniu, ale jak zwykle nikt we mnie nie wierzy. Mam rozumieć, ze wygrałam zakład, tak ?
- Strzeliłaś. – powtarzał z niedowierzaniem Drake.
- No i widzisz, dobrze, ze wpadłem na to, aby dać jej ślepaki. – powiedział Paul.
- Co ? Dlaczego ? – zapytałam.
- Bo nie poradziłabyś sobie z wyrzutami sumienia, nie jesteś jeszcze psychicznie gotowa na taki krok. Chodź może jednak jesteś, po tym co nam właśnie zaprezentowałaś.
- Nie wiem co powiedzieć. – zarumieniłam się. – Chociaż nie, wiem.  WYGRAŁAM ZAKŁAD. DRAKE JEST FRAJEREM. WYGRAŁAM ZAKŁAD. – latałam jak oparzona wokół chłopaków krzycząc.
- Och, daj już spokój Julio. Wygrałaś. A teraz chodźmy.  – powiedział Drake.
- Gdzie chodźmy ? – powiedziałam uradowana.
- Do Naszego domu, od dzisiaj i Twojego. – otworzyłam buzię ze zdziwieniem.
- Aha. – na nic innego nie było mnie stać. Już odchodziliśmy, gdy:
- A co ze mną ? –powiedział Raul, na szczęście już się uspokoił.
- Masz czas do jutra. Jeśli nie zdobędziesz pieniędzy, jutro już tak nie będzie kolorowo jak  dzisiaj. Radzę Ci zebrać kasę. – powiedział Drake, po czym wyszliśmy i zostawiliśmy Raul’a samego.
Przed ruinami stały dwa auta, Audi, którym już jechałam i Ferrari. Bliźniaki wsiadły do Audi razem z Paulem, a Drake kierował się do Ferrari. A ja stałam jak wryta nie wiedząc co mam zrobić.
- Idziesz ? – zapytał Drake, machając ręką, abym poszła za nim.
- Tak, tak. Idę.
W aucie panowała grobowa cisza. Siedziałam ma miejscu pasażera. Zakochałam się w tym aucie, jednak nie można go porównać do Audi. To jest kosmos. Biała skora, ogrzewane fotele. Cudo !
Mogłabym się zachwycać tym autem latami, stwierdzając, że sprawię sobie kiedyś takie. O tak, na pewno sobie takie kupie. Po paru minutach byliśmy już w domu chłopaków, od teraz jest to też mój dom. Jednak nie mogę zostawić rodziców, co ja im powiem. Nie mam żadnej przyjaciółki, żeby ściemnić im, ze zamieszkam z nią. Będą prowadzić podwójne życie. Tak ! To brzmi super ekstra. Jestem taka podniecona tym wszystkim, że nawet nie zorientowałam się, że już jestem w pokoju i siedzieć na kanapie. Sytuacja sprzed paru dni wraca, wszyscy siedzą i gapią się na mnie.
- No co ? – zapytałam.
- Wiesz, nie sądziliśmy, że będziesz w stanie strzelić. – powiedział Alex. Już chyba ich rozróżniam, ten zawsze zaczyna zdanie.
- Nie przygotowaliśmy się na to, że jednak możesz strzelić. – dokończył Martin.
- Możecie mi po prostu powiedzieć coś o Was ? Czym się dokładnie zajmujecie. I takie tam. – powiedziałam podekscytowana.
- Najpierw Ty. – powiedział Drake.
- Och, co chcecie wiedzieć ?
- Wszystko. – powiedział Paul, uśmiechając się promiennie.
-Jestem Julia Davonne, mam 17 lat. Mieszkam na przedmieściach. Nie mam znajomych. Siedzę całymi dniami w domu.
- A dlaczego masz indywidualny tok nauczania ? – zapytał Drake.
- Bo chciałam.
- Tylko tyle ? – męczył mnie dalej.
- Nie chce o tym rozmawiać, to trudne dla mnie.
- To jest ta sprawa, o której mówiłaś wcześniej ?
- Tak. – odpowiedziałam krótko.
- Nam możesz powiedzieć co się stało, każdy z Nas ma swoja  historię.  – powiedział Paul.
- No dobrze. Od dwóch miesięcy mam indywidualne nauczenie, bo straciłam moją jedyną i najukochańszą przyjaciółkę pół roku temu.
- Wyprowadziła się ? – zapytał Alex.
- Nie, choć wolałabym takie rozwiązanie tej sytuacji. – w oczach zaczęły wzbierać się łzy. Był to bardzo trudny temat dla mnie, ciężko mi się o tym rozmawiało.
- To co się z nią stało ? – usłyszałam Martina.
- O-ona nie ży-yje. – wyjąkałam.
Wszystkie oczy skierowały się na mnie, nie wytrzymałam, łzy zaczęły wypływać z moich oczu niczym strumień wody. Nie mogłam tego powstrzymać, jest to pierwszy raz gdy rozmawiam o tym z kimkolwiek.
- Ale jak to nie żyje ? Była chora ? – zapytał Paul.
- Nie, została potrącona przez samochód, byłam tam z nią wtedy. Auto nadjechało z jej strony i to w nią najmocniej uderzyło, ja jedynie miałam złamaną rękę i lekkie wstrząśnienie mózgu. Ale Lili… - zrobiłam małą przerwę. - nie przeżyła. Byłabym w stanie oddać za nią moje życie. Była jedyną osobą, która mnie rozumiała, która mi pomagałam każdego dnia, była moją podporą. A teraz jej nie ma.
- A wiadomo, kto ja potrącił ? – wtrącił się Drake, gdy spojrzałam na niego, widziałam współczucie w jego oczach.
- N-nie. – zawahałam, choć dobrze wiedziałam kto to zrobił. – Nie chce już o tym rozmawiać. To trudne dla mnie.
- Dobrze, rozumiemy Cię. – powiedziały bliźniaki.
- Dziękuje. – westchnęłam. – A teraz chciałabym usłyszeć coś o Was.
- Ok, to może Ci się przedstawimy ? – powiedział Paul.
- Spoko. – uśmiechnęłam się lekko.
- Więc, ja jestem Paul West i mam 18 lat. Bliźniaki to Alex i Martin Night i mają po 20 lat. Jak nazywa się Drake to już wiesz, z tego co ja wiem, mogę jedynie dodać, że nie jest z nas najstarszy, bo ma 19 lat, ale uważa się za Boga.
- Ej koleś ? Co to miało być ? – zapytał się oburzony Drake.
- Szczera prawda kumplu. – odpowiedział z wielkim uśmiechem Paul.
W tej chwili już nie myślałam o Lili, skoncentrowałam się na tym co mają mi do powiedzenia chłopcy. Udało im się nawet mnie rozśmieszyć, a uwierzcie, już dawno się nie śmiałam.
- To może teraz mi opowiecie jak znaleźliście się razem w gangu. – powiedziałam podekscytowana.

- Dobrze, to może my opowiemy swoją historię najpierw. – odezwał się Alex z Martinem. 

***
Byłoby mi bardzo miło jeśli napisalibyście mi swoje opinie. 
Nie wiem czy mam coś zmieniać czy może nie. :)

wtorek, 25 czerwca 2013

ROZDZIAŁ TRZECI

No nie wierze,  że Drake jest synem Pani Morrison. Jak taki nieprzyjemny typek może mieć tak miłą matkę. Nie żebym nagle jakoś specjalnie ją polubiła, ale to i tak niemożliwe żeby dwie tak różne od siebie osoby były ze sobą spokrewnione. No nie wiarygodne.
- Ty jesteś synem mojej nauczycielki ? – zapytałam nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- Ty jesteś uczennicą mojej mamy ? – odpowiedział pytaniem.
- No raczej. – powiedziałam już w tym momencie śmiejąc się głośno. Wtedy dołączyła do nas kobieta, lekko zdezorientowana.
- A co tutaj się dzieje ? Znacie się może ? – zapytała
- Tak. Nie.– powiedziałam razem z Drake’iem różne odpowiedzi, co było trochę dziwne. 
- Nie mamo, nie znamy się. – powiedział chłopak posyłając mi znaczące spojrzenie.
- Och faktycznie, musiałam Cię z kimś pomylić. – odpowiedziałam. Wiedziałam, że gdybym zaprzeczyła miałabym ogromne kłopoty. Teraz to do mnie dotarło, że nie miałabym jak wytłumaczyć tego skąd się znamy, bo zapewne mama Drake’a nie ma pojęcia czym jej syn się zajmuje.
- Mamo, możemy już jechać, śpieszę się trochę. – powiedział chłopak.
- Tak, tak. Chodźmy. Do zobaczenia w poniedziałek Julio.
- Oczywiście, do zobaczenia. – odpowiedziałam uśmiechając się, kierując słowa bardziej w stronę Drake’a niż jego mamy. Chłopak posłał mi dziwne spojrzenie. Zaśmiałam się lekko. Gdy nauczycielka już wyszła z domu i była wystarczająco daleko usłyszałam:
-Nie, nie zobaczymy się więcej. – powiedział oburzony.
- Ale dlaczego ?
- Bo nie nadajesz się do tego.
- Do czego ? Jestem wszechstronnie utalentowana. – odpowiedziałam z wyższością.
- Ale na pewno nie potrafisz robić tego co my.
- A skąd ta pewność. Mogę Wam to udowodnić.
- Ha ha ha, nie rozśmieszaj mnie.
- Zakład ? – powiedziałam pewnie. Choć to było do mnie niepodobne, wierzyłam, a w sumie chciałam w to wierzyć, że podołam temu zakładowi i że nadaje się to tego, cokolwiek to było.
- Och, naprawdę ? Chcesz się zakładać ? Nie ma sprawy, ale wiedz, że przegrasz.
- Nie byłabym tego ta pewna. Dam radę, a jak wygram to dowiem się wszystkiego o Was i będę mogła wstąpić do Waszej grupy. – powiedziałam zadowolona z siebie.
- A co będzie jeśli przegrasz ? Co My będziemy mieli z tego ? Bo to, że nie pokarzesz Nam się już na oczy nie wystarczy.
- Hmm, pomyślmy. – Nie wiedziałam kompletnie co mogłabym im zaproponować. Jedyne co mam to kasa rodziców.
- Pieniądze.
- Co ? – powiedział zdezorientowany chłopak.
- Dam Wam pieniądze, ile chcecie ?
- To nie dorzeczne, bo ile jesteś w stanie nam dać, 100 czy 200 dolarów ? – powiedział rozbawiony.
- O i tu byś się zdziwił kolego. Nie widzisz w jakim ja domu mieszkam ? – I wtedy chłopak zaczął się rozglądać i załapał o co mi chodzi.
- No faktycznie. – odpowiedział, lekko zmieszany.
- 2 000$ wystarczy ?
- Uch, pewnie. – Wtedy usłyszeliśmy wołanie Pani Morrison. – Muszę już iść. Przyjdź jutro tam gdzie się spotkaliśmy za pierwszy razem, o 20. Ubierz się na czarno. Do zobaczenia. – powiedział i szybkim krokiem udał się do samochodu.
O Boże, w co ja się wpakowałam. O mój Boże ! Jestem idiotką !
To już oficjalne. Mam problemy z mózgiem. Czy ja w ogóle nie myślę?! Co ja niby będę z nimi robić? Lepiej! Czym oni się zajmują? Mnóstwo pytań, szkoda tylko, że na żadne z nich nie mam odpowiedzi. Ale wszystkiego się dowiem, muszę tylko poczekać do jutra… Jak wytrzymam tyle czasu?! Pójdę tam jeszcze dzisiaj. O tak! Nie, to głupi pomysł. Jeśli pójdę tam dzisiaj, Drake znowu się zdenerwuje i tylko skomplikuje sprawę. Już sama nie wiem co robie.
Skierowałam się do salonu, chciałam pooglądać telewizję, może dzięki temu zajmę czymś swoje natrętne myśli.
                Oczywiście na moje nieszczęście w tv nie leciało nic specjalnego, nie jestem dziewczyną, która potrafi całymi dniami siedzieć i oglądać durne seriale.  Więc swój wolny czas spędziłam słuchając i śpiewając piosenki, które puszczali na kanałach muzycznych. Lepsze to niż nic. Tak przewegetowałam dopóki moi rodzice nie wrócili do domu. Jest piątek, więc zazwyczaj wracają wcześniej. Pewnie się dziwicie dlaczego siedzę w domu a nie wychodzę gdzieś ze znajomymi. Cóż, nie posiadam znajomych. Kiedyś tak nie było, miałam jedną przyjaciółkę. Była ona jedyną osobą, której mogłam bezgranicznie zaufać, ale jej już nie ma.  Gdy przyszli rodzice, zjadłam z nimi kolację i poszłam do swojego pokoju. Nie miałam potrzeby, aby wchodzić na jakiekolwiek portale społecznościowe, więc nawet nie włączałam mojego laptopa. Stwierdziłam, że może poczytam i jakoś czas mi szybciej zleci. Wzięłam z półki przypadkową książkę, ale nie doszłam nawet do pierwszego rozdziału gdy zasnęłam. Nic mi się nie śniło, spałam spokojnie. Znowu. Cieszy mnie to, ponieważ każda noc wypełniona koszmarami była gorsza nawet od samotnego spędzania każdego dnia. Wykańczała fizycznie, ale i psychicznie.
                Obudziłam się wczesnym rankiem. Udałam się do łazienki, wykonałam tam poranne czynności i ubrałam się w dres. Stwierdziłam, że i tak nie mam co robić, więc może zrobię niespodziankę rodzicom i przygotuje im śniadanie. To będzie miłe i pokaże im, że jest już lepiej, że nie muszą się już o mnie tak bardzo martwić. To był dobry pomysł. Zeszłam na dół, byłam jedyna osobą, która nie spała co bardzo mi ułatwiało zadanie. Przygotowałam jajecznicę, bo wiem, że to jest ulubiony posiłek mojego taty, mógłby go jeść na śniadanie, obiad i kolację, to taki obżarciuch. Natomiast dla mojej mamy zrobiłam tosty, bo dba o linie, co jest dla mnie dziwne, bo jest śliczna, ma naprawdę dobrą figurę i gdyby jadła co popadnie wyglądałaby tak samo. Mama nawet nie musi chodzić na siłownie ani nic, bo w pracy ubiega jak się nigdzie indziej i może dlatego ma taka dobrą formę. Bycie właścicielka centrum handlowego jednak do czegoś zobowiązuje.
                Przygotowałam wszystko perfekcyjnie, jednak wszyscy dalej spali, nawet mój mały brat, co jest dziwne, bo ma 4 lata i zazwyczaj wstaje przede mną. Postanowiłam, że zrobię im miłą pobudkę. Poszłam najpierw do pokoju Matthew, gdy weszłam siedział na łóżku i bawił się autkami. Mówiłam, że on nie należał do śpiochów, ale był strasznie spokojnym dzieckiem i potrafił zająć się sobą, aby nie przeszkadzać innym. To jest bardzo pomocne.
- Hej chłopczyku. Jak się spało ? – zapytałam słodkim głosem.
- Jul ! – pisnął i podleciał do mnie. Przytulił mnie mocno, już nie pamiętam kiedy ostatnio bawiłam się z Matt’em. Zaniedbałam mojego małego braciszka. Strasznie go kocham, a jednak od dłuższego czasu się z nim nie bawiłam. Zawsze zwałam to na to, że chodzi do przedszkola, a rodzice odbierali go bardzo późno i gdy już przychodził, zjadał kolacje i od razu szedł spać. Jednak teraz zamierzam to nadrobić.
- Kolego, pomożesz mi obudzić rodziców ? – powiedziałam, a on tylko skinął główką i już go nie było w pokoju.
Szybko pobiegłam za nim, gdy weszłam do sypialni rodziców młody już siedział między nimi i szturchał ich, aby się obudzili. Gdy w końcu podnieśli się i zauważyli, że również znajduje się w pokoju zdziwili się trochę.
- Chodźcie szybko, bo śniadanie Wam wystygnie. – powiedziałam i zeszłam na dół. Myślę, że ich zaskoczyłam.
Powędrowałam na dół i czekałam na moich rodziców i brata powoli zjadając moją kanapkę. Po chwili ujrzała ich, tak jak myślałam, lekko zdezorientowanych. Zasiedli w ciszy na swoich miejscach, popatrzyli się po sobie i zaczęli jeść. Gdy skończyli, usłyszałam:
- Kochanie, to było pyszne. – powiedział tata.
- Dziękuje, starałam się. – uśmiechnęłam się.
- Julio, to my dziękujemy. – usłyszałam od mamy. To było bardzo miłe.
- Nie ma za co. Wezmę teraz Matthew na spacer, dobrze ?
- Oczywiście, skarbie. – powiedziała mama.
Zagarnęłam małego na górę, pomogłam mu się ubrać i powiedziałam, aby przez chwile się pobawił, gdy ja się będę przebierać. Z tego co widziałam przez okno, było ość ciepło, więc ubrałam szorty do kolana i bokserkę, uczesałam włosy w koka, to będzie najwygodniejsze przy zabawie z młodym.
Po jakiejś godzinie znaleźliśmy się z Matt’em na placu zabaw. Pobawiłam się z nim chwilę, zjeżdżając wraz z nim na zjeżdżali, huśtając i biegając w kółko.  Nie miałam tyle energii co mój brat, więc postanowiłam usiąść na ławce, a ona pobiegł do piaskownicy. Obserwowałam go jak zaczyna bawić się z dziewczynką, wydaje mi się, że byli w tym samym wieku. Nagle zauważyłam, że dosiada się do mnie jakiś chłopak.
- Cześć. – powiedział uśmiechając.
- Hej. – odpowiedziałam, lekko zmieszana. Na pewno go nie znałam, a nie jestem osobą, która umie łatwo i szybko zawierać znajomości.
- To Twój brat ? – nagle się odezwał, wskazując na Matthew.
- Tak.
- Aha, a ta dziewczynką co się z nim bawi to moja siostra, Sonny. A ja jestem John. Miło mi.
- Och, ja jestem Julia. – powiedziałam lekko zmieszana.
- Więc, pierwszy raz Cię tu widzę, a bywam tu codziennie, dzięki mojej siostrze. Przeprowadziłaś się dopiero ? – zapytał.
- Nie, mieszkam tu od urodzenia. – zachichotała. O mój Boże, zachichotałam jak durna lala. – Po prostu wcześniej nie miałam okazji tutaj przyjść.
- Każda pora jest dobra by to zmienić. – uśmiechnął się do mnie promiennie.
- A to prawda. – odwzajemniłam gest.
Zapadła niezręczna cisza, która trwała przez parę chwil, dopóki nie przybiegł do nas Matt.
- Hej kolego, co jest ? – zapytałam.
- Jul, głodny jestem.
- Och, to chodź, pójdziemy coś zjeść. – poderwałam się szybko i już miałam odchodzić, gdy zorientowałam się, że zachowałam się trochę niekulturalnie, ponieważ jednak rozmawiałam z tym chłopakiem i wypadałoby się pożegnać.
- Wiesz, my już musimy iść. Więc… pa. – powiedziałam i odeszłam, nie czekając na odpowiedź.
- Poczekaj ! – zawołał.
- Co się stało ?
- Moglibyśmy Wam towarzyszyć, to znaczy ja i Sonny ?
- Umm.. – nie wiedziałam co powiedź, wiec zerknęłam na mojego brata i zauważyła, że już stał z dziewczynką i o czymś zawzięcie dyskutowali. – Pewnie, chodźcie.
Tak szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia dlaczego się zgodziłam, aby John z siostrą poszli z nami. Przecież ja nie wiem o czy mam z nim rozmawiać. Szliśmy tak przez chwilę, aż dotarliśmy do Subway’a. Przez całą drogę nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa, jedynie ze swoim rodzeństwem. Gdy weszliśmy do środka zdziwiłam się, że było tu tak mało ludzi, zawsze przewijało tu się dziesiątki osób na minutę. Dla nas lepiej, bo po zamówieniu mogliśmy z w spokoju usiąść i zjeść.
- Zamierzasz się kiedyś odezwać ? – usłyszałam.
- Och, szczerze ?
- No, dawaj.
- Nie wiem o czy mam z Tobą rozmawiać. – powiedziałam zmieszana.
- Ha ha ha, naprawdę ? – widać, że nie mógł już powstrzymać śmiechu.
- Ej, nie śmiej się ze mnie. Nie jestem osobą, z którą łatwo nawiązać rozmowę, co chyba już zauważyłeś.
- Ale to nie znaczy, że dalej nie mam ochoty z Tobą porozmawiać.  – zdziwiło mnie to trochę.
- A dlaczego ? – zapytałam odważnie.
- Jakby Ci to wytłumaczyć.. Hmm..
- No dalej. – popędziłam go, na co się uśmiechnął.
- Może dlatego, że gdy zauważyłem Cię w tym parku, na tej ławce, byłaś taka nie obecna, wcześniej widziałem jak bawiłaś się z bratem, niby wydawałaś się szczęśliwa, ale gdy usiadłaś od razu w Twoich oczach było widać smutek. To intrygujące. – powiedział pewnie.
Nie sądziłam, że można mówić o takich rzeczach tak śmiało, ja nawet połowy z tego  bym nie wydukała. Widać, że ma wprawę w takich przemowach.
- Co się stało, że jesteś taka smutna ? – powiedział po chwili.
- Wiesz, nie chce o tym rozmawiać. Nie znam Cię na tyle, żeby mówić Ci tak osobiste rzeczy i zadręczać moimi problemami.
- Problemy z chłopakiem ? – zapytał, a ja na odpowiedź wyplułam kęs kanapki, którą właśnie jadłam. Mam nadzieje, że nie będzie drążył tego tematu, bo nie mam zamiaru mu mówić, że nigdy nie miałam chłopaka. Tak, nigdy nie miałam chłopaka ! To nie jest dziwne… No, może trochę.
- Umm, nie to nie to. – powiedziałam po chwili uciekając wzrokiem.
- A to znaczy, że masz chłopaka ? – O mój Boże.. Nie !
- Nie, nie mam. – starałam się powiedzieć to na luzie, a na jego twarzy przez chwilę wystąpił delikatny uśmiech. Chyba mu się spodobała ta odpowiedź.
- To dobrze. – uśmiechnął się, teraz już pewniej.
- A co to ma znaczyć ?
- Bo chciałbym Cię gdzieś zaprosić. – Co ?! Niewiarygodne.
- Mnie ?
- Tak, Ciebie Julio. Może dziś wieczorem ? – już się chciałam zgodzić, ale przypomniałam sobie, że wieczór już mam zaplanowany.
- Och, dzisiaj nie mogę. – teraz czas na dobrą ściemę. – Muszę się zająć Matt’em, bo rodzice wychodzą na kolację.
- To może jutro, lunch ? – powiedział z nadzieja. Nie daje za wygraną.
- Pewnie. Spotkajmy się tutaj o 11, dobrze ? – nie  wiedziałam, że ta część rozmowy pójdzie mi tak gładko.
- Pasuje mi. Wymieńmy się numerami, tak na wszelki wypadek. – podał mi swój telefon, a ja jemu mój.
Gdy podaliśmy sobie nawzajem numery, zorientowałam się, że jest już późno, a musiałam się wyszykować na wieczór i dość do umówionego miejsca. Pożegnałam się z John’em, który bardzo nalegał, aby mnie odprowadzić, ale udało mi się odmówić. Powędrowałam z młodym do domu, który wyraźnie był już zmęczony i mogę się założyć, że jak wrócimy od razu pójdzie do łóżka. Jak znalazłam się już w moim pokoju, była już 17;30. Jest sporo czasu, wyrobie się. Poszłam do łazienki, wykąpałam się, umyłam włosy. Po czym ubrałam, tak jak mi kazał Drake, czarne ciuchy, bluzę z kapturem. Wysuszone włosy związałam w kucyka i z powrotem weszłam do pokoju. Była 19;20. Kurwa ! Spóźnię się, bo do umówionego miejsca idę mniej więcej koło 30 min. Drake mnie zabije i już nie będę miała szansy na udowodnienie mu, że dam radę zmierzyć z tym co dla mnie przygotował. Zeszłam szybko na dół, rodziców już nie dziwiło, że gdziekolwiek wychodzę. Przyzwyczaili się do tego, więc nie musiałam im nic mówić. Wystarczyło, że upewniłam im, że nie wrócę tak późno jak ostatnio.  Szłam naprawdę szybkim korkiem w wyznaczone i na całe szczęście przyszłam tam 10 min wcześniej, co dało mi możliwość odetchnięcia i zebraniu sił, bo szłam tu, jak na mnie, naprawdę szybko. Czekałam i czekałam na Drake’a i zastanawiałam się co ten gościu wymyślił dla mnie. Mogę się założyć, że to nie będzie nic łatwego i na pewno będzie chciał mnie skompromitować i udowodnić, że nie nadaje się do niczego. Gdy zerknęłam na zegarek, ten wskazywał już 20;15. Gdzie do cholery jest ten koleś !
- Cześć. – usłyszałam za sobą i podskoczyłam przestraszona.
- O mój Boże, przestraszyłeś mnie Drake ! Nie rób tak więcej. – powiedziałam, cały czas starając się złapać powietrze. Nieźle mnie wystraszył.
- Uwierz, już nigdy więcej się nie spotkamy.
- Nie bądź tego taki pewny.
- Ne podołasz temu zadaniu. – powiedział z wyższością.
- A może w końcu przejdziesz do sedna sprawy i powiesz mi co wymyśliłeś, geniuszu ? – nie poznaje samej siebie, odkąd stałam się taka odważna. Nigdy nie sądziłam, że będę wstanie rozmawiać z taką lekkością z chłopakiem, który chce mnie zaprosić na randkę i z chłopakiem, który jest niebezpieczny.
- Pamiętasz co robiłem za pierwszym razem jak się spotkaliśmy ? – zapytał.
- Tak, liczyłeś duży plik pieniędzy i chyba zastraszałeś jakiegoś chłopaka.
- No nie do końca, Julio. Sprzedawałem temu chłopaczkowi narkotyki. – zaśmiał się, pewnie widząc moja minę. Narkotyki, serio ? Ale dlaczego, aż tak mnie do nie dziwi. Przecież będę potrafiła sprzedać komuś dragi czy coś w tym rodzaju.
- I to ma być to trudne zadanie ? Sprzedaż narkotyków ? Przecież to nie jest trudne. – wyśmiałam go.
- Och nie Julio, to nie będzie Twoje zadanie, ale faktycznie wiążące się z tym. To będzie gorsze, połączone z ludzkim życiem.

Co kurwa ? Ludzkim życiem ?! On chyba nie ma na myśli tego o czym właśnie pomyślałam. Mam przejebane. 


***
Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazicie swoją opinie w komentarzu. :)